Mój mobilny workflow

Ten wpis jest o tym, jak radzę sobie z obróbką zdjęć do internetu bez używania komputera.

Uwaga korzystam z systemu Androida i poradnik dotyczy tylko obróbki na telefonie z Androidem właśnie. Do tego muszę ostrzec, że nie każdy telefon z tym systemem obsłuży opisywane przeze mnie metody (czytnik SD, kabel OTG), sprawdź w internecie czy twój telefon ma taką możliwość zanim zamówisz sprzęt.

Użytkownicy iPhone’ów pewnie za dużo nie skorzystają, a dla posiadaczy telefonów z Windows Phone – bardzo mi przykro 🙂

Ale w zasadzie to po co?

Czemu bez komputera? Przydało mi się to w momencie kiedy postanowiłem przez 50 dni opublikować 50 zdjęć na Instagramie 🙂 Każdego dnia zabierałem ze sobą aparat, robiłem zdjęcia, ale do załatwienia miałem też różne inne rzeczy – dojeżdżałem godzinę do pracy, robiłem tam swoje, wracałem godzinę, dodatkowo zdarza mi się jeść, kupować bułki i inne rzeczy, trzeba też było spać. Ciężko byłoby mi wtedy każdego dnia siadać do komputera, zgrywać zdjęcia, wybierać jedno, obrabiać, wstawiać. Uznałem, że najlepszym do tego czasem będą chwile spędzone w metrze, tramwajach i kolejkach do kas 🙂

Sprawdziło się to świetnie, zdarzało mi się zrobić swoje zdjęcie z którego byłem zadowolony o 7 rano i jeszcze przed ósmą umieścić je na moim Instagramie. Odczuwalny czas dojazdów do pracy/domu zmniejsza się dzięki temu drastycznie, a zdjęcia nie leżą u mnie w długiej kolejce do obróbki, czy to na aparacie, czy już na dysku komputera.

Rzadziej też robię zdjęcia telefonem, bo przepaść w wygodzie i szybkości publikacji pomiędzy lustrzanką, a smartfonem zmniejszyła się dzięki temu drastycznie.

Od migawki do publikacji

Import na telefon

Proces zaczynam oczywiście od zrobienia zdjęć aparatem, tego kroku nie opisuję 🙂 Zakładam tylko, że zdjęcia są w formacie RAW, daje to dużo swobody i możliwości w postprodukcji.

Mój aktualny aparat nie ma niestety modułu WiFi, który chyba najlepiej by się tu sprawdził, ale mam kilka kabli OTG (z jednej strony pełnowymiarowe gniazdo USB, z drugiej micro USB lub USB typu C), których używam m.in. do podłączania aparatu w trybie pamięci masowej. W ten sposób bardzo szybko kopiuję zdjęcia na pamięc telefonu – zwykłe przenoszenie plików, uzywam do tego programi Solid Explorer albo wbudowanej w telefon przeglądarki plików. Mogę też kontrolować aparat z poziomu telefonu, ale to temat na osobny wpis.

Ostatnio zmieniłem kable USB na czytnik kart SD, który mogę bardzo polecić, trochę ogranicza plątaninę kabli, a przy posiadaniu więcej niż 1 karty SD nie blokuje aparatu na czas importu zdjęć.

Edycja zdjęć na telefonie

Program którego używam obecnie najczęściej to Adobe Lightroom Mobile. Do niego importuję surowe zdjęcia zgrane z aparatu. Korzystam z płatnej wersji, abonament to około 20zł na miesiąc – tyle co pół worka (250g) dobrych ziaren kawy 🙂 Czy jest to tego warte – polecam samemu ocenić, u mnie się sprawdza.

W Lightroomie kataloguję zdjęcia na te do edycji i te do wyrzucenia, wybrane kadruję, wyrównuję perspektywę, poprawiam wszystkie parametry ekspozycji, kolorów, usuwam szumy, poprawiam ostrość, robię poprawki na maskach… bardzo często kończy się na udostępnieniu fotografii prosto na media społecznościowe 🙂

Przykład przed edycją

Przykład po lekkim retuszu

Inne aplikacje z których lubię korzystać to Snapseed, Photoshop Express, VSCO. Ale z każdej z nich korzystam z reguły już po wstępnej obróbce w Lightroomie (korekcja ekspozycji, balansu bieli, perspektywy, zniekształceń obiektywu), jeżeli chcę uzyskać bardziej “instagramowy” styl.

Nie każdy program sam obsługuje zdjęcia RAW, a nawet jeżeli to robi, to nie zawsze dla lustrzanki jaką macie. Dawniej obróbkę zaczynałem od konwersji z formatu raw mojego aparatu do uniwersalnego DNG aplikacją Raw2dng, a następnie całą obróbkę obrabiałem Snapseedem, ale był to proces długotrwały i wydaje mi się, że Lightroom lepiej sobie radzi z wywoływaniem surowych fotografii.

Dodatkowo na koniec, po wszystkich typowych edycjach, używam czasem aplikacji Lens Distortions, która potrafi na zdjęcie nałożyć efekty przeciekania światła, odbicia w obiektywie, dodać trochę sztucznych, rozmytych świateł w tle albo dodać do zdjęcia deszcz lub śnieg. Dla niektórych to jest przekroczenie pewnych granic i to już nie fotografia, ja też często tego nie stosuję, ale nie jest to dla mnie całkowita herezja 🙂

Poniżej przykładowe zdjęcie z dodanym w aplikacji śniegiem

Podsumowanie

Takie są moje metody, pozwala mi to na edycję zdjęć praktycznie wszędzie, wystarczy, że oprócz aparatu zabiorę mały czytnik kart SD, nie muszę dźwigać laptopa, a telefon mam i tak zawsze przy sobie.

Dodatkowo, poza możliwością szybkiej edycji, dostaję kopię wszystkich zdjęć na pamięci telefonu i możliwość bardzo szybkiego wykonania kopii w dowolnej chmurze. Można umieścić surowe pliki na dysku sieciowym i po powrocie do domu edytować je na komputerze bez konieczności podłączania do niego aparatu, to oszczędza czas nawet, jeżeli nie chcesz edytować zdjęć na telefonie.

W razie pytań – sekcja komentarzy pod wpisem powinna działać 🙂

Linki do wspomnianych w artykule rzeczy:

One Reply to “Mój mobilny workflow”

Dodaj komentarz