Sony A68 – mój pierwszy poważny aparat

W tym wpisie podzielę się moją opinią o aktualnie używanym aparacie Sony A68, a precyzyjniej Sony ILCA-68. Dlaczego go wybrałem? Co mi się w nim podoba, a co nie do końca mi pasuje? Zapraszam do lektury 🙂

Czego używałem wcześniej

Interesowałem się fotografią zanim kupiłem pierwszą lustrzankę. Zaczęło się od zabawy ze zdjęciami z kolejnych telefonów, jak pewnie każdy dzisiaj 🙂 Uznałem kiedyś, że na tyle mnie to interesuje, że zdjęcia z telefonu to dla mnie za mało i kupiłem swój pierwszy aparat. Nie piszę tutaj o A68 jeszcze, a o aparacie który:

  • nie ma ekranu LCD z podglądem
  • nie ma wizjera
  • ma tylko mały wskaźnik baterii
  • ma wyłącznie przycisk spustu migawki i włącznik

A cóż to za dziwny wynalazek? Przedstawiam Państwu zapomniany przez wszystkich produkt Sony – DSC-QX100 🙂

Ktoś w Sony pomyślał kiedyś, że można zrobić aparat kompaktowy dla pokolenia smarfonowego i dać ludziom tylko to, czego brakuje im w telefonach – większą matrycę + lepszą optykę. I prawie nic więcej 🙂

QX100 to zapożyczona z RX100 (pierwszej albo drugiej generacji) jednocalowa matryca oraz optyka Carl Zeiss o świetle f/1.8-f/4.9. Połączenie tak dużej matrycy z tą optyką dawało bardzo dużo światła i zdjęcia praktycznie wolne od szumów w warunkach, gdzie telefony nie dawały sobie rady. Całość łączy się przez wifi ze smartfonem z zainstalowaną dedykowaną aplikacją za pomocą której można zmieniać ustawienia aparatu, robić zdjęcia i pobierać je na telefon.

Nie był to nigdy hit sprzedażowy, dlatego udało mi się dostać używany egzemplarz w dobrej cenie. Dla mnie był to wtedy duży skok jakościowy, bardzo często nosiłem go ze sobą w plecaku i miałem prawie zawsze pod ręką, pomógł mi zrobić naprawdę dużo zdjęć z których byłem zadowolony.

Po pewnym czasie zaczęło mi jednak przeszkadzać to, że jest on na siłę automatyczny – QX100 nie posiada trybu manualnego, nie potrafi też robić zdjęć w RAW, daje tylko pliki JPG, a kolejne moje telefony pomniejszały też dystans jakościowy. No i umówmy się, na dłuższą metę korzystanie z podczepianego pod telefon klocka, podłączanie się do jego sieci WiFi i uruchamianie aplikacji na telefonie to nie jest najwygodniejszy sposób na zrobienie zdjęcia 🙂

Czemu akurat A68

W 2016 roku podjąłem decyzję, że chcę kupić lustrzankę. Stanąłem przed standardowym w tamtym czasie dylematem – Nikon czy Canon? Po dłuższym researchu moją uwagę przykuło jednak mniej oczywiste Sony. To był czas w którym zaczynali robić cuda z czułością swoich matryc i uznałem, że to w ich ekosystem chcę pójść. A68 było modelem który mieścił się w moim budżecie, a przykładowe zdjęcia z testów znalezionych w internecie bardzo mi się podobały. Bardzo ważne było też to, że jako jedyny w swojej półce cenowej miał stabilizację obrazu w korpusie, a nie obiektywie, co oznaczało na przyszłość duże oszczędności przy kupnie szkieł. Co więcej, na starzejące się już wtedy mocowanie A odziedziczone z Minolty dostępnych było bardzo dużo tanich, używanych obiektywów – sytuacja idealna dla kogoś kto zaczyna zabawę i nie chce inwestować majątku.

Kupiłem body z obiektywem Tamrona 18-200, więc na start miałem całkiem fajne szkło, może nie za jasne, ale bardzo uniwersalne – od szerokich kadrów po praktycznie tele. Dziś mam jeszcze w arsenale starą Minoltę 50mm f/1.7, z której jestem bardzo zadowolony.

Co mi się w nim podoba

Po dłuższym czasie korzystania i zrobieniu tysięcy zdjęć mogę powiedzieć, że jestem z niego bardzo zadowolony. Cieszy mnie jakość zdjęć jaką mogę uzyskać, cieszy mnie kontrola, jakiej wcześniej nie miałem nad wykonywaniem zdjęć, ale i automatyka która pomaga mi dobrać parametry, kiedy tego chcę. Aparat jest duży i ciężki jak na dzisiejsze, bezlusterkowe czasy, ale bardzo wygodny. Ten model jest następcą A58, ale odziedziczył sporo po droższym A77, ma świetnie działający autofokus z wieloma punktami na których można go skupić, szybki procesor dzięki któremu dobrze sobie radzi z szybszym pstrykaniem, a praca jest wygodna.

Mocowanie Sony/Minolta A jest już przestarzałe i archaiczne, ale rynek używanych obiektywów trzyma się mocno i jest bardzo przystępny cenowo.

Co podoba mi się mniej

Na dzień dzisiejszy brakuje mi trochę czasami jednak pełnej klatki. Mniejszy sensor w połączeniu z zastosowanym lustrem półprzepuszczalnym nie dostaje tyle światła ile bardziej profesjonalne konstrukcje. Nie narzekam bardzo na zaszumione zdjęcia, ale chciałbym kiedyś poprawić trochę jakość wykonywanych fotek.

Wybór nieoczywistego systemu odbija się też trochę na kompatybilności – jak chcę kupić lampę błyskową, to muszę trochę dłużej poszukać czegoś dla siebie, niż ktoś kto ma Canona.

Brakuje mi też trochę WiFi. Przy zakupie uznałem, że to zbędny bajer, ale dzisiaj, przy dostępności Lightrooma i wielu innych narzędzi na telefonie, ratuję się kablem OTG lub czytnikiem kart na USB.

Wiem też, że mocowanie obiektywów które wybrałem jest tymczasowe i jak będę zmieniać aparat, to na pewno nie będzie w nim mocowania A. Trzeba będzie kupić adapter lub pozbyć się tego co mam.

Co dalej

Na razie nie planuję zmiany, ale na pewno kiedyś ona nastąpi. Jakbym miał dzisiaj wybrać, to byłby to Sony A7III. Obecnie jego cena jest większa niż mój luźny budżet, a A68 musi jeszcze trochę zarobić, żebym mógł taki zakup traktować jako inwestycję. Ale mam nadzieję, że ten stan nie potrwa długo, jakość zdjęć, które robią nowe aparaty bardzo mnie kusi 🙂

Podsumowanie

Nie jest to recenzja, nie ma oceny końcowej, nie ma ocen cząstkowych. Mogę tylko napisać, że jestem zadowolony z dokonanego kiedyś wyboru, aparat wciągnął mnie w fotografie bardzo mocno, a mój apetyt rośnie z każdym udanym zdjęciem i dzięki niemu wiem, że wsiąknę w to na dłużej 🙂

Dodaj komentarz